Jest taka miejscowość w Polsce, która znana jest z tego, że bije rekordy inwestycji w fotoradary - stacjonarne, przenośne, automatyczne i manualne. Dobrem publicznym pielęgnowanym przez szczecineckich radnych jest, oględnie mówiąc - położenie geograficzne miasteczka, a mniej oględnie - fakt, że przejazd przez tę "aglomerację" trwa dłużej niż przez Poznań.
Radni postanowili ten fakty wykorzystać. Skoro turystyka nie wypaliła, pomysłu na biznes nie ma, przemysł też lipny, to przynajmniej naustawiajmy fotoradary i ściągajmy myto z przejeżdżających samochodów.
I rozpoczęły się inwestycje. Kilka fotoradarów po kilkaset zł każdy a nawet inwestycje w postaci 100.000 zł na listy polecone dla straży miejskiej. To pokazuje skalę inwestycji i innowacyjności miasta.
Oczywiście wszystko pod szczytnymi hasłami poprawienia bezpieczeństwa na szczecineckich drogach, co trafia zresztą na podatny grunt ludzi bez własnego rozumu, kierujących się zasadą - skoro jest przepis, to znaczy, że dobry. Skąd takie przekonanie - nie mam pojęcia, zwłaszcza patrząc na funkcjonowanie fotoradarów w Szczecinku. A tu się nie patyczkują. Jedziesz 59 km/h? Licz się z mandatem. Bo w Szczecinku gdy kierowcy nauczyli się jeździć bezpiecznie (umówmy się, żę 60 km/h to prędkość dość bezpieczna i generalnie na terenie zabudowanym w Polsce trudno znaleźć takiego służbistę, żeby chciał za to karać mandatem), nagle postanowiono obniżyć prędkość w niektórych miejscach do 40 km/h a w krzakach postawić fotoradar. Fotki trzaskali ludziom jadącym 55 km/h. W końcu przekraczali dozwoloną prędkość o całe 15 km/h.
Nic mi nie wiadomo, aby przed wprowadzeniem ograniczenia ginęli na tym odcinku ludzie. Ale szczyt bezczelności, szczecineccy radni dbający o kasę miasta wprowadzili w ostatnim czasie ustawiając fotoradar u wylotu miasta na obwodnicę i robiący fotki samochodom opuszczającym teren zabudowany z tyłu (dosłownie przy granicy terenu zabudowanego, który i tak nie wiadomo czy jeszcze jest terenem zabudowanym). Czy był tu kiedyś jakiś wypadek? - zastanawiają się kierowcy i mieszkańcy.
Szczecinecki sąd też ma tego trochę dosyć, bo zawalony jest sprawami dotyczącymi kierowców, którzy jechali z zawrotną prędkością 55 km/h.
Oczywiście zawsze znajdą się tzw. legaliści, którzy bronią obowiązującego stanu przepisów w danym momencie do ostatniej kropli krwi, chyba że ulegną zmianie :) Oczywiście nie potrafią wykazać, że w tym miejscu ginęli ludzie, może posiłkują się argumentacją, że "lepiej dmuchać na zimne" albo "choćby jedno uratowane dziecko" a tak naprawdę nie wiedzą, że są wykorzystywani przez mało rozgarniętych radnych nie mających innego pomysłu na zapełnienie kasy miasta i korzystających z ich naiwności i bezmyślności. No bo niby dlaczego nie wprowadzić 20 km/h w Szczecinku? Tyle co po osiedlu. Daleko już do tego limitu nie mają. A co! Zawsze będzie trochę bezpieczniej.
Temat polityki drogowej w naszym kraju to zupełnie osobny temat. Nie będę się pastwił nad stanem dróg. Chodzi o to, że znaki drogowe i oznaczenia są bez sensu, nie ma jasnego prawa w tej kwestii a szczecineccy "radni przedsiębiorcy" skrzętnie to wykorzystują. Ograniczenia i oznaczenia nie zmieniły się od lat sześćdziesiątych, a jeśli to na niekorzyść kierowców - więcej ograniczeń. A przecież od tego czasu zmieniły się i drogi i samochody - są ABS-y, systemy kontroli trakcji, poduszki powietrzne, pasy napinane pirotechnicznie, jazda jest obowiązkowa przy włączonych światłach i zapiętych pasach, a testy NCAP punktują też ochronę pieszego. Dziś wypadek przy 60 km/h oznacza co innego niż ten sam wypadek fiatem 126p przed 20 laty. A jednak ograniczenia są zaostrzane do granic absurdu, które Szczecinek już dawno przekroczył.
Warto też przyjrzeć się temu zagadnieniu pod kątem porównania go z realiami zachodnimi. Zgodnie z przepisami trasę z Poznania do Warszawy drogami krajowymi można pokonać w 11 godzin! Drogami tej samej klasy (publiczne drogi lokalne) na zachodzie taką samą odległość możemy pokonać w 5 godzin. Coś tu chyba jest nie tak!
Rozumiem, jeśli wprowadzanie ograniczeń ma sens - jest spowodowany konkretnym i udokumentowanym niebezpieczeństwem związanym z danym odcinkiem drogi, statystykami albo konkretnym badaniem powołanych służb. Ale radosna twórczość radnych na prostej drodze, przy wylocie z miasta gdzie nie widać żywego ducha to zwyczajne trzepanie kasy. Wizerunek Szczecinka też na tym nie zyska.
Finansujemy darmozjadów ustawiających po krzakach kamery i liczących kasę. Czy nasze bezpieczeństwo jest przez to większe? Litości - karanie kierowców jadących 55 km/h ma to bezpieczeństwo podnieść? W jaki sposób? Blokując w sądach sprawy niepomiernie ważniejsze i mający znacznie większy wpływ na nasze bezpieczeństwo niż jazda z oszałamiającą prędkością 55 km/h? Gazety lokalne co rusz to publikują list rozżalonego emeryta albo emerytki w stylu "mój mąż jeździ ostrożnie tędy od 40 lat i dziś przyszedł mandat na 100 zł za przekroczenie prędkości. jechał 56 km/h". Czy tak mamy dbać o bezpieczeństwo? To jawna kpina z nas i naszej inteligencji.
A wszystkim broniącym przepisów, "bo jak jest przepis to pewnie jest potrzebny" polecam film, którego pewnie nigdy nie widzieli - "Misia" genialnego Stanisława Barei i cytacik:
"Wczoraj jechałem tędy, tych domów jeszcze nie było." "Tak mówicie? A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był. To wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka!!!" "Jak ja mogę przejechać matkę na szosie, jak moja matka siedzi z tyłu?" (...) "A gdyby tu było przedszkole w przyszłości... i wasz synek mały przechodził... eee w przyszłości. A gdyby tu było nagle przedszkole w przyszłości i wasz synek mały tędy przechodził w przyszłości, którego jeszcze nie macie, więc nie mówcie mi, że siedzi z tyłu!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum